środa, 23 grudnia 2015

Zaczynamy nową erę. DIZZY

ZACZYNAMY OD NOWA!

ALEŻ ZAMIESZANIAAA. Ale nie bez powodu. Długa przerwa, duże oczekiwania, duże zapowiedzi. Ale od początku.

Dziś miała miejsce oficjalna premiera tytułu i okładki pierwszego singla z mojej drugiej płyty.


Pierwsze uczucia - mieszane, poźniej dużo komentarzy o niezrozumieniu, o szoku...
Okładka na pewno wzbudziła dużo emocji. I dobrze. Bo miała.
Miała być inna, miała być bardziej artystyczna niż przeciętnie i miała wzbudzać zainteresowanie.
I udało się.
Nie do końca jednak spotkała się z poprawną interpretacją, co wywołało u mnie złość... Trochę niepotrzebnie. Totalnie zapomniałam, że tworząc koncept okładki piosenki - sama już ją słyszałam i wiedziałam o czym będzie. Dlatego dla mnie była bardziej oczywista. 
Po burzy wywołanej okładką, na portalach zamieściłam objaśnienie, które wstawię również tu:

Liczyłam na burzę mózgów w interpretacji. Kilka osób nawet trafiło! DIZZY, czyli tak jak już pisałam - stan, gdy świat nam się wokół kręci, rozmazuje, przez różne czynniki: za dużo alko, kac, jakieś uderzenie... Czemu anioł? Anioł to osoba święta, osoba, która nie powinna popełniać błędów, bo jest autorytetem, jest wzorem. Nie raz przedstawialiście mnie w postaci anioła. Stąd ten pomysł. Dlaczego załamany? Dawałam Wam fragment "When she wakes up swear she'll never do it again but its the same damn thing after every weekend" - Anioł tak przegiął, że po przebudzeniu ma totalną załamkę, totalny FACEPALM NAD SOBĄ. Rozmazana okładka, bo DIZZY. Widzimy jak za mgłą. Kontrast - anioł, który jest DIZZY. To chyba tyle Emotikon wink EDIT: opowiadałam Wam kiedyś, że w wakacje zdecydowałam się, że jednak chcę mieć tę piosenkę. Bo wiele rzeczy na imprezach zobaczyłam, wiele ludzi, którzy totalnie pasują w ten schemat anioła, który zaniedbuje wiele rzeczy przez ciągłe imprezowanie. 


I na szczęście - po dodaniu wytłumaczenia mojej wizji - dla wszystkich okładka stała się zrozumiała. I się cieszę. Zawsze jednak pamiętajcie, że nigdy nie robię nic bez podstawy, bez konceptu i przesłania. Zawsze wszystko jest PO COŚ* (* TELEDYSK DO "WYBRAŁAM" SIĘ NIE LICZY)


Pracowałam nad tym długimi godzinami, to może wydawać się proste, ale rozwalało mi głowę dopracowywanie konceptu. Ale już po.


Ufff. JUŻ PO.


Teraz już coraz jaśniej. Pierwszy singiel nie będzie o nieszczęśliwej miłości, będzie po angielsku, został stworzony przez topowych brytyjskich producentów. Co za tym idzie? To nie praca dwóch osób. Przy tym singlu, jak i przy całej płycie pracuje średnio... 5 osób? Sporo. Jak na moje własne realia i moją dopiero drugą płytę. W sumie aż. Ale mówiąc "dopiero" mam nadzieję na coraz więcej.


Teraz jednak skupmy się na teraźniejszości. 

Szczerze? Trochę nie wyrabiam.
Nie wyrabiam za swoimi własnymi pomysłami, poprawkami i strasznie dużymi ambicjami na zrobienie czegoś WOW. To ma swoje plusy i minusy. Dostałam niewyobrażalnie ogromną szansę, dostałam piosenki napisane przez brytyjskim producentów. To strasznie wpływa na całą resztę. Na presję zrobienia czegoś bardziej światowego. A to w naszych realiach po prostu ciężkie. Myślę, że gdyby nie moje ambicje - piosenka i klip do DIZZY wyszłyby kilka miesięcy temu.
Co jednak robiłam przez cały ten czas? Nie sama, ale razem z moim menadżerem, Igorem, wymienialiśmy się setkami zdjęć, pomysłów, klipów, firm i produkcji z którymi chcemy współpracować. Wciąż pojawiają się nowe możliwości współpracy. Tą najnowszą i jedną z najlepszych poza-muzycznie jest nasza współpraca ze szkołą mody. To również wstrzymało nasze prace, bo mimo zwiększonego czasu oczekiwania - jeśli miałam do wyboru ubrania z sieciówek, a możliwość zaprojektowania własnych kostiumów do teledysku - oczywiste jest, że wybrałam drugą opcję. Znalazłam projektantkę, która podjęła się zrealizowania moich pomysłów. Na teledyski, różne wyjścia, na scenę. Jestem z tego powodu niesamowicie szczęśliwa. Zawsze o czymś takim marzyłam. 

Ale wracając do najważniejszego - do muzyki, czyli piosenki "Dizzy". Podawałam wiele informacji o tym, że singiel wyjdzie w tym roku. I robiłam wszystko, żeby tak było. Ale nie do końca wszystko powychodziło w terminie. Zaplanowaliśmy premierę na "przed sylwestrem". I przykro mi, i wylałam sporo łez, i zmieniłam się w kłębek nerwów, ale nie udało się. Piosenka, co prawda dopracowana, wyjdzie dopiero po nowym roku. Wiem, że w oczach wszystkich to ja biorę całą winę na siebie, i to zawsze mi się obrywa, ale musicie zrozumieć, że wystarczy jedno słabe ogniwo i sypie się cały plan. No i trochę się posypał. Stąd moje różne nerwowe reakcje, złe humory i mały entuzjazm. Bo zgasiło mnie to strasznie, bo nie lubię, gdy ja daję z siebie wszystko, a nie idzie po mojej myśli. I jestem zła, bardzo delikatnie mówiąc, i dostało się ode mnie wszystkim, i było bardzo nieprzyjemnie. Ale już psychicznie to ogarniam i wierzę, że za przeproszeniem: ROZJE*IEMY POCZĄTEK 2016. Słyszeliście fragmenty piosenki. I już nawet po fragmentach na pewno czujecie, że to światówka. 

Światówka, której nie dam zepsuć. Jest mi tylko przykro z tego powodu, że daję Wam powód do czucia się robionym w butelkę. Bo cały czas wszystko się obsuwa. Za to przepraszam, mimo, że to nie ja powinnam, to przepraszam. 

Nie chcę Was oszukiwać, więc napisałam w miarę wprost jak to wygląda. Zrobiłam to bardzo delikatnie, mimo, że co drugie słowo nawijało mi się przekleństwo. Ale spokojnie. Wdech - wydech.


Styczeń. Zaczynamy od nowa. Jeszcze nie wiecie jaką nazwę ma nasza nowa era, ale to już coraz bliżej... Aż mnie głowa boli od rzeczy, które już niedługo złapią swoją realizację. Moje wory pod oczami coraz większe, nie śpię po nocach z nerwów, podekscytowania, czasem złości. Ale to dobrze. Pod górę. 



Żegnamy erę "RSP". DIZZY to początek nowej, mocniejszej. 

ashsajdkasdsdasdksjdhkas Jezu, ale będzie się działo.


Dziękuję, że jesteście. Wciąż. Mimo wszystko. 



luv,

Wasz Saszix