poniedziałek, 8 czerwca 2015

Celebrity Splash

Tym razem to ewidentnie przesadziłam z przerwą w pisaniu... ;)
I wciąż zastanawia mnie: czemu w mediach obok SASZAN widnieje słowo BLOGERKA?

Emocje po Celebrity Splash opadły. Minął miesiąc od wielkiego finału. Tak strasznie za tym wszystkim tęsknię. Za tym wysiłkiem, sportowym celem, za tymi ludźmi.
To były tak bardzo szalone 4 miesiące. Tak bardzo wpływowe i bogate w doświadczenia, ogromne przemiany.
Ale może poukładam to wszystko w miarę od początku...
W połowie stycznia otrzymałam propozycję wzięcia udziału w "Celebrity Splash". Jak już wiecie z poprzednich wpisów - na początku byłam temu przeciwna. Zupełnie nie wyobrażałam sobie siebie w tym programie. Wysiłek fizyczny, z którym nie miałam nic wspólnego, pokazywanie się w stroju kąpielowym, problem z farbą do włosów, która zmywa się po kontakcie z wodą, nieznana formuła programu, lęk wysokości... Wszystko składało się w jedno "NIE MA OPCJI". Gdy zaczęłam sama dla siebie ćwiczyć na początku roku, napisałam do Patryka, że ćwiczę i robię brzuszki. Był w takim szoku, że zadzwonił do mojego taty z pytaniem, czy to serio, czy robię sobie żarty, hahah. A gdy obgadywałam z nim sprawy wzięcia udziału w programie powiedział, żebym w życiu się na to nie zgadzała, bo jestem tak niesprawna, że na bank nie trafię do basenu i spadnę na beton. WIERZYŁ WE MNIE OD POCZĄTKU hahah. A jednak poszłam na pierwszy próbny trening na salę gimnastyczną. Na początku bardzo nieśmiało wykonywałam ćwiczenia. Najzwyczajniej w świecie się wstydziłam. To była dla mnie nowa sytuacja i byłam strasznie spięta. To jednak trochę wstyd, żeby dziewczyna nie potrafiła zrobić zwykłego przewrotu w przód. Ale tę historię już znacie.
I właśnie na tym pierwszym treningu postarałam się schować te wszystkie obawy, lęki przed swoimi kompleksami. I ćwiczyłam najlepiej jak mogłam. I usłyszałam wtedy od trenera żartobliwe: "Saszan, skoro Ty tak szybko się uczysz, to finał to masz chyba w kieszeni ;)". Hm... żarty żartami, ale chyba było w tym ziarno prawdy, co? ;) Jedno zdanie dało mi ogromną motywację, coś tam w środku mojej głowy się odblokowało. Powiedziałam wtedy Igorowi i Wrzoskowi, że idę w to, że widzę, że będzie bardzo ciężko, ale chce być w tym programie.
Pierwsze przygaszenie mojego entuzjazmu nastąpiło przy pierwszym treningu na basenie. Nie było mnie na basenie około 4 lata, tyle ile noszę czerwień na głowie. W ciągu tych 4 lat nazbierałam sobie kompleksów, zaniedbałam swoją kondycję... I właśnie to zaniedbanie sprawiło, że ciężko mi było wskoczyć w krótkie spodenki, obcisłą, krótką bluzkę, ubrania podkreślające figurę. Nie dbałam o to, co jadłam, brzuszek urósł, cellulit na udach, płaski biust... I weź tu człowieku nagle, jakby nigdy nic, wskocz w kostium kąpielowy i idź się pokaż przed kamerami, wiedząc, że później ten materiał obejrzy kilka milionów ludzi przed telewizorami. Dla mnie był to koszmar. Do tego kolejny kompleks: publiczny brak makijażu, mania bycia "zawsze wyszykowanym". Przed wejściem na basen kombinowałam z tuszami wodoodpornymi, co oczywiście nie miało rezultatów.
Wskoczyłam w kostium kąpielowy i poszłam na basen, paląc się ze wstydu. Jak ja tam strasznie nie chciałam być. Mimo, że poznałam swoją drużynę i okazało się, że to przemili, zabawni ludzie - nie potrafiłam się skupić na najprostszych ćwiczeniach, bo cały czas panikowałam na widok zbliżającej się kamery. Wszędzie kamery, fotografowie. I pośrodku tego wszystkiego moje ogromne zakompleksione JA. I wiecie co? W trakcie tych miesięcy to WSZYSTKO zniknęło. Z tamtych kompleksów nie zostało nawet śladu. Zaczęłam publicznie pokazywać się bez tapety, bez żadnego problemu, nie czuję żadnej presji. Kostium kąpielowy nie jest już moim wrogiem, a brzuch to rzecz, którą widać chyba na każdej mojej focie, bo tak jestem dumna z efektu ćwiczeń do programu haha :)
A wiecie czemu to wszystko zniknęło? Bo sprawność fizyczna jest jednak ogromnie ważna. Stan fizyczny ma ogromny wpływ na nasz stan psychiczny. Dopiero teraz to widzę i rozumiem.
I cieszę się ogromnie z tej zmiany. Czuję się dobrze z tym, że codziennie ćwiczę, jem troszkę inaczej, staram się być "fit". Wpadłam w szał bycia aktywnym fizycznie i... jestem mega szczęśliwa, że ten program tak bardzo pozwolił mi siebie zaakceptować.

Wiecie jakie to niesamowite oglądać filmiki z programów, treningów i samemu nie dowierzać, że robiło się takie niesamowite rzeczy? Skoki do wody to (mimo ogromnego bojkotowania polskich mediów) DYSCYPLINA O L I M P I J S K A. Ludzie dla tego sportu poświęcają całe życie, zdrowie i czas.
Dziwi mnie ogromnie, że program został tak skrajnie odebrany. Nie od dziś wiemy, że Polska słynie z negatywnego i sceptycznego podejścia do świata, ale jednak sprawa tego programu do dziś wzbudza we mnie złość. Program miał w swoim zestawie uczestników, którzy byli tam dla tzw. "beki", czy zwiększenia oglądalności. Ale uczestników było 24. Uczestników w większości ogromnie znanych W SWOICH ŚRODOWISKACH. To tak zabawna kwestia. Czytałam tysiące komentarzy pt. "TAKIE GWIAZDY, ŻE ZNAM MOŻE 2 OSOBY." To, że MY kogoś nie znamy nie oznacza, że w danym środowisku (sportowym, aktorskim...) ta osoba nie jest mega znana. Sama nie znałam wielu nazwisk, a okazywało się, że moi rodzice znają daną osobę i uważają ją za legendę! Jestem pewna, że ludzie świetnie znający Andrzeja Suprona nie mieli zielonego pojęcia kim jest Saszan, a Saszanators nie mieli pojęcia kim jest Tomasz Puzon (MISTRZ OBYDWU AMERYK W KARATE), a wielbiciele Puzonika nie mieli pojęcia kim jest Saszi. Bo każdy z uczestników uderzał w zupełnie inny target. Ciężko było to niektórym zrozumieć.
Druga sprawa to podejście POLAKÓW do tego sportu. Tak, z całą odpowiedzialnością zaznaczam POLAKÓW. Już tłumaczę dlaczego... Podczas pobytu na Ibizie poznałam parę z Anglii. Mieli około 50 lat. Dużo o sobie wzajemnie opowiadaliśmy, gadaliśmy o wszystkim i nagle temat zszedł na programy telewizyjne typu "Taniec z Gwiazdami". Z ciekawości zapytałam, czy oglądali brytyjską wersję "Celebrity Splash". Nawet nie zdajecie sobie sprawy w jakim szoku byłam po usłyszeniu ich reakcji. Powiedzieli, że "Splash" (tak u nich nazywa się program) to najlepszy format u nich w TV, że  uwielbiają to oglądać i Taniec z Gwiazdami to przy tym nic. W Wielkiej Brytanii uwielbiają ten sport i program miał rekordowe liczby oglądalności, a bohaterem sportowym u nich w UK jest Tom Daley (skoczek). Formuła niczym nie odbiegała polskiej wersji. Wszystko to samo. A jakie zupełnie inne podejście. Powiedziałam im po usłyszeniu ich reakcji, że jestem wokalistką i doszłam do finału polskiej edycji. Wpadli w euforię i prosili mnie, żebym im pokazała swoje skoki. Odtwarzali je po kilka razy, haha. Niesamowita odmienność rekacji. Gdy wróciłam do Polski zagadała do mnie kelnera z balu z tekstem "Ej, wiesz, że w sumie ten program to totalne dno?"

No wcięło mnie.

Ale dość tych żali. Wracamy do tego co uwielbiam czylii RADOSNYCH PODSUMOWAAAŃ:

Jestem z siebie ogroooooomnie dumna. Każdy, kto stanął na wieży wysokościowej wie, jaki to strach i ile potrzeba odwagi, determinacji, szybkości i skupienia jednocześnie, żeby wykonać skok.
Udało mi się wygrać z każdą słabością. Czasami zjadł mnie stres, czasami wypadła soczewka, czasami kontuzja barku... Ale mimo wszystko zrobiłam coś niemożliwego.
I to nie tylko dzięki swojej determinacji i zawsze wysokim ambicjom.

Po pierwsze: TRENERZY. Co ja bym bez nich zrobiła? Nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić ile nerw kosztowały ich nasze treningi, ile cierpliwości i ile nieprzespanych nocy. Dokonali cudów! Jak z łamagi zrobić perfekcjonistkę w 1.5 salta z wieży 5-metrowej? JAK?
Serio płakać mi się chce jak myślę o tych wszystkich treningach, wszystkich słowach, załamaniach psychicznych, bólu fizycznym...
Przerywam pisanie przy każdym zdaniu, bo tak strasznie nie potrafię tego wszystkiego pojąć.

Po drugie: MOJE NAJLEPSZE ZIOMKI Z PROGRAMU: Radziunio i Tomek Puzon. Co ja bym bez nich zrobiła. To Radek przy każdym podłamaniu potrafił stanąć na głowie, żebym tylko się uśmiechnęła i ćwiczyła dalej, mimo niepowodzeń. To Radzio specjalnie dla mnie zasuwał z prędkością światła od siebie z drugiego końca Polski, żeby przed finałem wspierać mnie na ostatnich treningach. Kilka dni przed finałem okazało się, że moim ostatecznym skokiem nie będzie delfin z wieży 5m, a z 7.5m. Spanikowałam, bo mimo oddanych skoków z 7.5m wieży wciąż się bałam i unikałam tej wysokości, jak się dało. Zadzwoniłam do Radka i przez kilkanaście minut wbijał mi do głowy, że dam radę. A mnie w środku zżerało ze strachu. Uparłam się, że nie dam rady i nie zrobię tego. A po całej rozmowie poszłam na trening i... UDAŁO SIĘ. Sami widzieliście, że mój ostatni skok zamykający program był wykonany perfekcyjnie. Kurde. Tak ważne jest wsparcie przyjaciół.
I tak samo był z Tomkiem. Mimo swojej groźnej miny okazał się ciepłym, kochanym człowiekiem. Nigdy nie zapomnę jego reakcji po usłyszeniu piosenki "Proste Słowa". Puszczał ją potem 50 razy pod rząd, haha. Zawiązaliśmy naszą trzyosobową paczkę, jeździliśmy razem do Poznania, piliśmy piwko po treningu. Ja jak taka młodsza siostra ze starszymi braćmi. Bezcenne.

Poza chłopakami złapał super kontakt z Rozalką, Miszelką, Julką. Spędzałyśmy razem czas nie tylko na treningach. Latałyśmy razem na obiadki i zakupy. Też mi się za tym tęskni.

A co po trzecie? No już proszę nie udawać, że nie wiecie, haha. No jasne, że WY. SASZANIAKI MOJE. Przysięgam, że jak znałam nasze możliwości i zdolności do robienia #ROZPINDORU, to nie przypusczałam, że to wszystko wciągnie Was aż tak. Wy żyliście tym programem razem ze mną. Baliście się o mnie, gdy wstawiałam zdjęcia posiniaczonego ciała, twarzy. Płakaliście ze mną, gdy odpadały z programu moje ziomki. Byliście i na każdym treningu, i w każdej sekundzie tu w internecie. NIKT nie miał takiego wsparcia. Jestem tak dumna, że pokazaliśmy więź, ogromną moc. Smsy porozwalały systemy programu. Mam nadzieję, że rachunki już trochę poopłacane, cooo? ;)
Wszyscy żyli naszą relacją. Każdy patrzył ze zdumieniem jak gadamy godzinami po treningu, jak idziemy razem do hotelu, jak rozwalacie fanpejdż Celebrity Splash. Nikt nie przeszedł tego obojętnie. Żaden widz, żaden uczestnik. DZIĘKUJĘ. DZIĘKUJĘ. DZIĘKUJĘ. Staram się teraz nie popłakać, bo jednak ciężko mi z tym, że to wszystko już nie wróci i już nigdy nie stanę sobie z Łukaszem Grassem na wieży i nie zestresuję się tak, że mało co nie zapomnę jaki skok wykonuję i nigdy nie usłyszę dobiegającego z trybun okrzyku: Saszan pływa, Saszan skacze - z Saszan nigdy nie wygracie.
Nie da rady cofnąć czasu?
Chociaż na kilka chwil?

Jeeej, było tak wspaniale.
Dziękuję WSZYSTKIM. Rodzince i przyjaciołom, za to, że zawsze byli na odcinkach.
Wszystkim, którzy przyczynili się do powstawania tego programu.
DZIĘKUJĘ.








































































Opad z 7.5m



Treningi


Mój najlepszy skok, uznany za najlepszy skok całej edycji: półtora salta w pozycji kucznej z 5m



Ostatni skok 1. edycji: Delfin w pozycji kucznej z 7.5 metrowej wieży



Wasza Saszi
__________

Już zaczynam pisać kolejną notkę, tym razem krótko o Ibizie, Plejadzie, a głównie o Young Stars i koncercie na PGE ARENA. Wstawię ją już niedługo, wreszcie mam sprzęcior i piszę ile wlezie.