poniedziałek, 29 września 2014

Rok

Hmmm... Dziś ważny dzień. Oficjalna grupa Saszanators na Facebooku obchodzi swój ROK. Wcześniej istniały różne inne grupy, ale to właśnie ta stała się... Wyjątkowa :) Dla tych, którzy nie są "w temacie" to co piszę wydaje się abstrakcyjne. Po kolei. Wszystko wytłumaczę.

Saszanators docelowo istnieją od 21. lipca 2011. Powoli zbierali się w małe grupki, potem większe i większe. Siedzieli na moim Twitterze, Fanpage'u itd... Byli dla mnie już od 3 lat, a dokładnie rok temu zaczęli być także dla... Siebie :). 29. Września 2013 Ada wpadła na pomysł założenia grupy dla wszystkich Saszaniaków. Od tamtej pory zaczęliśmy się poznawać, kochać, przyjaźnić, kłócić... I mimo wszystko wciąż razem. Razem w złych i dobrych momentach. Kojarzy Wam się to z czymś? Haaaa... Tak. Tak właśnie jest z rodziną. To na grupie ładujemy swoje moce, to na grupie żalimy się i wspieramy. Odwalamy głupoty, piszemy o parę słów za dużo, czasem niepotrzebnie skacze nam ciśnienie. I nie umiemy bez siebie żyć. Grupa została zamknięta i trudno się do niej dostać, bo niestety zawiść pewnej askowej istoty przerosła ją na tyle, że zaczęła nasyłać na nas swoich pełnych nienawiści zwolenników. A grupa to dla Saszaniaków ogromnie ważne miejsce. Dlatego admini codziennie stają na głowie, żeby w grupie znalazły się odpowiednie osoby. Saszanators, bo to dla nich ta grupa. I nikt tak nie zrozumie Paruwy jak druga Paruwa. Mam nadzieję, że jeśli jeszcze nie ma Cię u nas, a jesteś Saszaniakiem to uda Ci się do nas wbić :).

A jeśli nie jesteś Saszaniakiem - nie próbuj nas zrozumieć. Nie uda się. Jesteśmy nie z tej planety haha

Dziękuję za ten rok. Mam nadzieję, że będziemy już zawsze.

Wasza Saszix





(wybaczcie za możliww braki w polskich znakach i interpunkcji. Pisałam z telefonu❤️)

środa, 24 września 2014

Łódź/Warszawa





















Podpisywania płyt "RSP"

Mamy za sobą podpisywania w 5 miastach: w Łodzi, Warszawie, we Wrocławiu, Krakowie i Katowicach :)
No to może po kolei...

Pierwsze podpisywanie płyt odbyło się w Media Markt w Galerii Łódzkiej. Powiem szczerze, że wciąż czuję po nim niedosyt. Gonił nas czas, podpisywanie trwało niewiele ponad godzinę, Wy sami byliście zdezorientowani panującymi zasadami... Było troszkę zamieszania, ale i tak będę długo wspominać ten dzień. Przed wyjściem do Was bardzo się stresowałam. Był to mój pierwszy samodzielny event, szczerze, bałam się, że nikt nie przyjdzie. Nie chciałam zawieść Igora, wytwórni, Media Marktu - czyli wszystkich, którzy w to wydarzenie byli bardzo zaangażowani. Byłam tak zestresowana, że wywiad dla 4fun.tv, który był nagrywany przed podpisywaniem chyba nie wyszedł najlepiej... Pewnie od razu będzie widać mój stres i dziwny, niepokojący spokój z jakim mówiłam haha... Ech. No nic. 
Chciałabym podkreślić, że ekipa Media Marktu spisała się bez zarzutów. Zostałam miło przyjęta, dostałam jedzonko, bardzo mili ludzie :). Wszystko dopięte od początku do końca. 
A Łódź śpiewała, krzyczała, skakała... Jak już wyszłam do Was i zobaczyłam wszystkich to kamień spadł mi z serca i stres odszedł. I gdy dostałam pierwszą płytę do podpisu w tle leciała piosenka "Proste Słowa", a mi w głowie wszystko się nagle zatrzymało, wzięłam marker do ręki i... wzruszyłam się. To wszystko wydaje się takie nierealne. 
Razem ze mną do Łodzi przyjechali rodzice, siostra mojej mamy - Ania z mężem Marcinem i dziećmi: Zuzią  i Wojtusiem oraz... babcia Irena, która była w niezłym szoku, gdy pierwszy raz na własne oczy zobaczyła, że setki ludzi przyszło się ze mną spotkać, śpiewać moje piosenki i krzyczeć piszczeć... Ze zdumienia aż usiadła na krześle. Wszyscy byli ze mnie dumni... :')

2 dni przerwy i... Warszawaaaaaaaaaaa.
Siedzieliśmy sobie w sali konferencyjnej Empiku, Pani Kasia z CRAZY MAKE UP TEAM https://www.facebook.com/crazyteammakeup jeśli chcecie - polajkujcie, bo to właśnie one dbają, żeby Saszan miała ładne włosy do teledysku, dobrze zrobioną twarz na czerwone dywany itd. :) Powiem szczerze, że sama średnio umiem się malować, a dzięki nim wyglądam jak człowiek hahah), Papryk i ja. Na insta zobaczyłam filmik jak sobie siedzieliście koło godziny 16:00 i grzecznie czekaliście na czerwoną małpę. Na filmiku wyglądało to na... jakieś 50 osób. Patryk powiedział wtedy "Ej stara, jak mało ludzi, najgorzej". No i się zestresowałam. Co tu ukrywać - jeszcze nie do końca wierzę w "swoje możliwości" i jest we mnie ta osoba, która nie oczekuje wieńców laurowych i sypania kwiatów przed nogami. Znam doskonale swoje miejsce i jako debiutant wiem, że nie muszę porywać tłumów. A jednak. W Warszawie było grubo ponad 400 osób. Kolejka ciągnęła się przez całe piętro i przez 2 godziny nie zmniejszała się. Powiem tak: WOW. Śpiewaliście, krzyczeliście... Czego chcieć więcej? Ile osób w Polsce może cieszyć się z takiego oddania wspieraków? Myślę, że lista nie przekroczy 10 artystów. Artystów z ogromnymi nazwiskami. I udało mi się stanąć obok nich, bo MAM WAS. I mogą mi zarzucać wiele, a ja na wszystko pokażę nasze filmiki, zdjęcia... I koniec rozmowy :) Niepodważalny argument na to, że JESTEM dzięki WAM, a nie sile wypychania przez radio, telewizję, programy tv czy najpopularniejsze i najgłupsze zarzuty: "BOGACI RODZICE"... ;) keep talking.
W Warszawie czułam się bardzo "swojsko", bo było wiele mordek, które już znam, bo jesteście ze mną z różnych okazji. I dziękuję, że jesteście zawsze. 

Następny przystanek: Wrocław. 
Po raz kolejny były Was SETKI za co kłaniam się przed Wami i dziękuję. Wy nawet nie zdajecie sobie sprawy jak sama Wasze obecność dodaje radości... Kocham Wrocław. Serio. Nagrywałam tu całą płytę, towarzyszyliście mi w trakcie tworzenia jej czekając pod studiem i byliście ze mną także już na podpisywaniu. Spędziłam we Wro sporo czasu, czasem czuję, że doskonale znam to miasto i cieszę się za każdym razem, gdy tam wracam. Zawsze gdy słyszę słowo WROCŁAW mam w głowie "TU NAGRYWAŁAM SWOJĄ PŁYTĘ", a uwierzcie mi... Działo się :) 
Miałam w głowie ostatnio pewne przemyślenia... Zastanawiałam się czemu akurat Wrocław, przecież w Warszawie jest tylu producentów, tyle miejsc, gdzie można nagrywać... A jednak Wrocław. I wiecie co? "Nie wierzyłam w przeznaczenia, teraz wiem, przypadków nie ma!" Dlaczego? Marco okazał się geniuszem i totalną bratnią duszą. Totalnie pozytywnie pojechany człowiek, tak jak ja hahah. To była prawdziwa współpraca. Takie dokańczanie za siebie zdań. Jestem mega zadowolona, że to właśnie z Markiem stworzyłam płytę. Dostawałam jedzenie, kawki, herbatki. Żyć nie umierać haha :)
A druga sprawa... We Wrocławiu zaprzyjaźniłam się z Paprykiem :) 
I także na podpisywaniu we Wro czułam się jakoś tak... Jak u siebie :) Kocham te nasze wyrwane z kontekstu rozmowy haha... Nakarmiliście mnie, zbieraliście pieniążki na płyty dla osób, które ich nie miały, 
mieliśmy miłosne telenowele... Hahah, ja chcę jeszcze raaaz, głupole :).

A teraz tak schodząc na całkiem poważny temat...
Spotkała mnie na podpisywaniu we Wro bardzo... smutna sytuacja.
Jako pierwsze podeszła do mnie roztrzęsiona Pani z telefonem w ręku i moją płytą. Poprosiła o nagranie filmiku... Na początku odmówiłam... A po chwili usłyszałam, że ta Pani prosi o filmik dla swojej córki, która jest w śpiączce... :( Nagrałam filmik, nawet nie wiem co na nim powiedziałam. W takim byłam szoku. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się coś takiego. Podpisałam płytę, a mama tej Saszanatorki powiedziała " Dziękuję... Będę jej to puszczała...Może ona w końcu się obudzi...".

Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. 

Krakóóóów
Co tu dużo mówić... Saszaniaki jednak wszędzie są  najlepsze bo i tu była moc i szał. Najdziwniejsze były... prezenty. Karmy dla psów i kotów, majonezy, koncentraty pomidorowe, serki i kubek najlepszej mamusi. W Krakowie musi być mocno skażone powietrze. Hahahah kocham Was. 
Punktem, który najbardziej zapadł mi w pamięć było spotkanie małego chłopczyka, który przyszedł z siostrą. Było w nim tyle radości, tak się cieszył, aż skakał z radości, powiedział mi, że to płyta dla jego siostry. Przysięgam - dawno u nikogo nie widziałam takiej radości w oczach. Patrzyłam jak w podskokach odchodzi i przytula się radośnie do swojego (chyba) taty. Bardzo mnie to wzruszyło. Taka mała, chodząca radość :).

Katowice - czyli ostatnie podpisywanie z dotychczas planowanych. I TO WŁAŚNIE TU BYŁO NAJGŁOŚNIEJ, było Was zdecydowanie najwięcej. 500+ osób. SZAŁ. Zadawaliście mnóstwo pytań na które szczerze odpowiedziałam. Czasami może prawda  nie była wygodna, ale... trudno. Albo się jest prawdziwym, albo nie. :) 

Mówiąc tak ogólnie to wszystkie podpisywania były tymi NAJLEPSZYMI, bo spotkałam Was tyle... W marzeniach mi się nie pojawiały takie rzeczy jakie przydarzają mi się teraz. Wiem, że byliście rozczarowani tym, że nie można było się przytulaskować. Na początku miałam za złe ten fakt, że tak musi być. Bo każdego z Was chciałabym przytulić. Ale teraz wiem, że Igor zrobił tak, a nie inaczej, dla mojego dobra. Mimo, że bardzo CHCĘ to jednak mam jakieś swoje organizmowe ograniczenia i po dwóch,a czasem i trzech godzinach po prostu było mi niedobrze, kręciło mi się w głowie, nie mogłam się ruszyć z wyczerpania. Kładłam się i nie mogłam się długo podnieść. Psychiczne wyczerpanie przełożyło mi się na fizyczne, bo przecież fizycznie tylko siedziałam. Ale chciałam z każdym porozmawiać chociaż chwilkę, dać z siebie jak najwięcej energii, uśmiechu i pozytywnej energii. Mam nadzieję, że nikt nie wyszedł z podpisywania smutny. Bardzo się starałam dać Wam wszystko dobre co w sobie mam. :) 

DZIĘKUJĘ i mam nadzieję, że TO DOPIERO NASZ MAŁY POCZĄTEK ROZPINDORU
































Mam najlepszych przyjaciół, wspieraków, rodzinkę.


DZIĘKUJĘ