wtorek, 30 kwietnia 2013

Finlandia

Emocje wciąż nie opadły. Wciąż nie mogę uwierzyć w to co się stało. Wszystko wydaje się snem.
Ale zacznijmy od początku.
Jak wiecie wzięłam udział w konkursie Drogerii Natura w którym do wygrania był bilet na koncert Justina w Helsinkach. Dzięki waszej pomocy wygrałam. Skakałam ze szczęścia, że znów zobaczę Justina i jego niesamowite show. Zadzwoniła do mnie Pani z Drogerii, aby potwierdzić dane, przekazać kilka informacji dotyczących wyjazdu. W ostatniej minucie rozmowy powiedziała "W związku z tym, że miała Pani największą ilość głosów otrzyma Pani bilet z wejściówką na spotkanie z Justinem" Wcięło mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć, więc wykrzyczałam z niedowierzaniem: SŁUCHAM?
Po zakończeniu rozmowy wróciłam z korytarza szkolnego do sali na lekcję. Łzy same napływały mi do oczu, trzęsłam się jak galareta. Zupełnie wyłączyłam się z rzeczywistości. Podczas wzięcia udziału w konkursie nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym mieć szansę spotkać Justina. Najzwyczajniej w świecie nie miałam na to kasy, gdy był w Łodzi. To było dla mnie ogromne zaskoczenie, nikt wcześniej nie wspomniał o takiej nagrodzie...
26 kwietnia wyruszyliśmy do Finlandii. Przelot i hotel był sponsorowany przez organizatora konkursu. Po dotarciu na miejsce odświeżyliśmy się po podróży, odwiedziliśmy McDonald's i wyruszyliśmy pod arenę w której miał odbyć się koncert :)





Niestety pogoda nie dopisywała. Deszcz padał nieustannie, a wiatr wcale mu nie ustępował.
Pod areną większość ludzi stała z parasolkami i w płaszczach przeciwdeszczowych. My niestety nie byliśmy na taką pogodę przygotowani. Powędrowaliśmy do sklepiku z gadżetami Justina, zakupiliśmy laminaty Believe Tour z datami koncertów (niestety nie ma na nich Polski :( )
Na drzwiach jednego z wejść wisiała kartka z informacją, że osoby z biletami M&G wchodzą od 16:45 do 17:15.
Po wpuszczeniu osób z biletami M&G podchodziło się do stolika przy którym ludzie z ekipy dawali opaskę na rękę i gadżety dla osób, które bilet miały kupiony. Gdy opaska M&G znalazła się na moim ręku ogłupiałam. Widziałam ją tylko na zdjęciach u innych. JAKIM CUDEM JEST TERAZ NA MNIE??


Czekałam ok. 30 min na zebranie wszystkich osób, które wygrały w konkursie ESSENCE, potem ekipa zaprowadziła nas wszystkich do jakiejś sali konferencyjnej. Tam kazano nam zająć miejsca i czekać. Oddzielne pomieszczenie przydzielono osobom z zakupionym M&G i oddzielne wygranym.
Ludzie, którzy kupili M&G mieli zagwarantowane zdjęcie indywidualne, my grupowe. Dostaliśmy informację, że mamy się dobrać w 6-osobowe grupki. Ekipa powiedziała nam czego zrobić nie wolno: krzyczenie, hałasowanie, dzikie zachowania itd. Poinformowali też, że nie wiedzą ile czekanie będzie trwało, ale gdy tylko będą wiedzieli to dadzą znać. 


Mijały godziny, a tu nic. Koncert miał zacząć się o 19:30, a o tej godzinie nawet M&G się nie rozpoczęło. Byłyśmy trochę zmartwione. Nagle jeden facet z ekipy powiedział, że Justin będzie za 10 min. Serce zaczęło mi bić szybciej. Kazali nam ustawić się już w kolejce. Podbiegłam do drzwi z prędkością światła. Kolejka zaczęła się przesuwać do przodu. O mój Boże. Przeszliśmy do pomieszczenia w którym znajdowało się mniejsze pomieszczenie w którym są robione zdjęcia. Widziałam dziewczyny, które wychodziły z niego całe zapłakane. Zaczął mnie boleć brzuch z podekscytowania i euforii. Nie wierzyłam w to co się dzieje. W końcu nadszedł czas na grupkę dziewczyn i pań przed nami. Gdy one podchodziły do Justina, ja z moją grupką mogłyśmy już wejść do tego "pomieszczonka". I ZOBACZYŁAM JUSTINA. MÓJ BOŻE. OSZALAŁAM. JUSTIN BIEBER STOI METR ODE MNIE. JUSTIN BIEBER. Zrobił sobie z nimi zdjęcie. Odeszły. OMG TERAZ MY. Zwariowałam. 
Wyskoczyłam do Justina jak Rumcajs albo mały źrebak krzycząc SWAAAAAAAAAAAG na pół świata. Ochroniarz Justina rzucił się na mnie jak zwierz. Złapał mnie i zatrzymał. TO BOLAŁO. Miał ręce jak ze stali. Spanikowałam. Myślałam, że mnie wyprowadzą z M&G. Mogli pomyśleć, że stwarzam zagrożenie haha. Podejrzewam, że widzieli w swoim życiu tyle akcji, że nic ich już nie zdziwi.
Justin odkrzyknął: SWAAAAAAG.
ajhsdkhkdjsahkdsja. Co za konwersacja.
Justin Bieber odkrzyknął do mnie. Nie no nie wierzę. 
Powiedział coś w stylu "calm down" do mnie albo do ochroniarza. Ten mnie puścił i wtedy mogłam już swobodnie podejść do Justina. Szczerze powiedziawszy nie wiem jak to się stało, że do niego podeszłam. W momencie gdy ochroniarz mnie zatrzymał, laski które ze mną weszły spokojnie mogły go już otoczyć. 
Podeszłam. Stanęłam obok. Wzięłam jego złoty łańcuch do ręki i rzekłam:
-Nice chain, Justin.
Dobra. Nie wiem co mi strzeliło do bani, żeby powiedzieć o łańcuchu. tego nie było w planach hahahhah.
Justin odpowiedział, że to oryginalny łańcuch jakiejś tam firmy. Chciałabym ją pamiętać, ale słyszałam to słowo pierwszy raz w życiu. Nie mam pojęcia co to za firma. No nieważne.
Jedną ręką objęłam Justina plecy, I ON ZROBIŁ TO SAMO. Ręka Justina Biebera na moich plecach. Boże o czym ja mówię. Flesz aparatu totalnie mnie oślepił. Ochrona zaczęła nas wyprowadzać. Odwróciłam się krzyknęłam JUSTIIIIIIIN, a on puścił mi oczko.


Wtedy już nawet nie miałam pomysłu co tu powiedzieć i wykrzyczeć jeszcze. Po prostu oniemiałam. Wyszłam z pomieszczenia. Zaczęłam płakać i lamentować "Nieee, to niemożliweee" gadałam do siebie. Reszta dziewczyn z którymi weszłam nic do Justina się nie odezwały.
Dziewczyna z którą oczekiwałam na M&G była Rosjanką i wcześniej przed M&G rozmawiałam z nią po rosyjsku. Po spotkaniu byłam w takim szoku, tak mną targały emocje, że mówiłam do niej po polsku haha.
Wylewałam rzekę łez. Obcięli nam opaski M&G. Zaczęłam szukać swojej koncertowej miejscówki. Weszłam na dół na płytę, jakaś Pani do mnie mówi, że ja mam bilet na górę, a ja zaryczana nawet nie wiedziałam w którą stronę idę. Po stu latach poszukiwań znalazłam swój sektor w którym czekał Sygi. Wstał z miejsca gdy tylko mnie zobaczył, przytulił, zaczęłam mu w płaczu opowiadać, ale i tak kiepsko mi to szło.
Powiedziałam co odwaliłam ze SWAGiem. Też się śmiał. Dziewczyny z Polski też pytały co i jak. Średnio wychodziło mi budowanie zdań haha.
To było jak jakiś sen.
Oczekując na koncert już dostawaliśmy szału. Ale wreszcie odliczanie 10 minut się rozpoczęło. Emocje znowu zaczęły narastać.
Jeśli chodzi o koncert to co tu dużo mówić. W mojej poprzedniej notce opisałam już wszystko :)
Koncerty z trasy Believe Tour są bezbłędne. Wszystko tak perfekcyjnie dopasowane. Justin, choreografie, scenografie, tancerze, zespół... Koncert z trybun wyglądał zupełnie inaczej. Wielu rzeczy podczas koncertu w Łodzi nie zauważyłam. Fińscy fani przygotowali jakąś akcję z podnoszeniem kartek z jakimś napisem do góry, ale nie do końca im to wyszło. Lecz atmosfera była podobna, co dowodzi na to, że nie ma żadnej różnicy z jakiego kraju jesteśmy. Kochamy Justina tak samo i Justin tak samo kocha nas. Podczas koncertu na scenę leciało mnóstwo staników haha, Justin dwa razy podał fanom swoją wodę.
Oczywiście na "BELIEVE" zalałam się łzami. Tą piosenką Justin dziękuje nam, Belieberkom, za wsparcie.  To bardzo inspirujące. Tak wiele zawdzięczamy ludziom wokół nas.


Dałabym wszystko, żeby pojechać na koncert Justina jeszcze raz i jeszcze raz. Nic nie daje takiej ogromnej radości i szczęścia jak widzenie swojego idola.

Po ukazaniu się mojego zdjęcia z Justinem spadł na mnie ogrom hejtów. Spełnianie marzeń jest teraz tak karygodnym zachowaniem ;) Pojawiły się informacje, że jestem sezonową fanką, że śpię na kasie i mogłam sama sobie kupić bilet M&G, że miałam już M&G...
Oczywiście to wszystko to zwykłe oszczerstwa, które mają mi w jakiś sposób zaszkodzić, nie wiem z jakiego powodu haha. Podobno wygrywam wszystkie konkursy i zabieram marzenia innym. Szkoda, że nagle wszyscy udają, że nie pamiętają, że w poprzednim konkursie bilety oddałam.
Podobno wykorzystuję też swoich "fanów" dla głosów. Ja po prostu prosiłam o głosy, prosiłam codziennie. Nie bez powodu słowo "proszę" uznawane jest za magiczne :)
Jeśli dla kogoś jestem "fejmem", który ma na złotej tacy wszystko podane, niech zastanowi się czym sprowadziłam na siebie ten FEJM. Bo nie wchodziłam nigdy na nikogo plecach, nie promowałam się kosztem innych, a po prostu dodawałam swoje covery na YT od 2010 roku i to dzięki nim głównie powstała moja internetowa popularność. Nic nie bierze się z niczego. Uczciwie robię co lubię, a to że znalazłam osoby, które postanowiły mnie wspierać - nie jest niczym złym.

Najsmutniejsze w tym wszystkim, że Belieberka miesza z błotem Belieberkę.

Na szczęście istnieją jeszcze ludzie na tym świecie :)
Dziękuję wszystkim za wsparcie, gratulacje i miłe słowa. Cieszę się, że jesteście ze mną. M&G był poza sferą moich marzeń, a dzięki wam wszedł w rzeczywistość. Nie wiedziałam, że w ogóle można było wygrać wejściówkę, co było dla mnie 2 razy większym szokiem. Myślę, że na każdego przychodzi w życiu kolej na spełnianie marzeń. Ostatnio ja miałam to szczęście. Za co jestem ogromnie wdzięczna.

Nie wiem czy kiedykolwiek otrząsnę się po tym spotkaniu. Ja wciąż w to nie wierzę.






FILMIKI Z FINLANDII TUTAJ:


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Koncert Justina

Minęły już 2 tygodnie od koncertu Justina w Łodzi. Może wreszcie czas poukładać myśli i napisać swoją relację, chociaż nie wydaje mi się, żeby różniła się od pozostałych :)

___

Po wielu męczących tygodniach ( a uwierzcie, wszystkie konkursy, akcje, przygotowania i zamieszania okazały się bardzo wyczerpujące ), zlekceważonych obowiązkach szkolnych WRESZCIE NADSZEDŁ TEN DZIEŃ.
Ten dzień, na który czekałam 3 lata. To było jak jakiś sen. Tyle akcji, codzienne błagania Justina i całego teamu o koncert w Polsce, tyle zwątpienia i poddawania się, gdy wszystkie daty BELIEVE TOUR zostały zaplanowane. 
To, że byłam już na koncercie Justina na trasie MY WORLD TOUR w Londynie nie miało nic do rzeczy. Polska to Polska. U siebie to u siebie. Z resztą... Koncert Justina w Londynie to nic zaskakującego. Tam jest zawsze. A jeśli chodzi o koncert w Łodzi to do ostatnich sekund przed początkiem koncertu bałam się, że koncert zostanie odwołany, że to jakieś żarty.

Około 11 dojechaliśmy z Sygim do Łodzi, zostawiliśmy "bagaż" w hostelu i z ciekawości podeszliśmy pod hotel Justina, który znajdował się 2 ulice dalej. Z ciekawości, bo byliśmy pewni na prawie 100% że Justin z hotelu nie wyjdzie. Andel's nie ma odpowiedniej ochrony, nie byli na to przygotowani (i nigdy nie są). W dodatku Justin po prostu... spał :) Miałam też nadzieję na spotkanie ludzi z twittera. I spotkałam Oliwię (luuuvvvvjb), wyściskałyśmy się, pogadałyśmy jakąś sekundkę i pobiegła gdzieś, nie wiem gdzie haha :)

Jadąc do Łodzi dowiedziałam się, że Belieberka, której miałam dać jeden z biletów na koncert, nie będzie mogła pojechać. Zostałam więc z jednym biletem do oddania. Tłum pod hotelem wydawał się odpowiedni na znalezienie Belieberki bez biletu. Czailiśmy się jak przyczajone tygrysy nie wiedząc za bardzo jak znaleźć "tego kogoś". Sygi w końcu krzyknął na pół świata CZY JEST KTOŚ KTO NIE MA BILETU? albo coś w tym stylu. Nie pamiętam. I cisza. No proszę, wszyscy z biletem. Haha
Przeszliśmy kawałek dalej i Sygi powtórzył swoje zapytanie. Podeszła do nas jedna blondynka. Powiedziała, że nie ma biletu, ale za ile chcielibyśmy sprzedać?
Uśmiechnęłam się do niej i powiedziałam
NO ZA DARMO.
Zrobiła na mnie wielkie oczy, jakby z niedowierzaniem, miała jakieś znaki zapytania w źrenicach haha
Wyciągnęłam bilet, dałam jej, a ona złapała się gwałtownie za twarz, zaczęła skakać w miejscu, powiedziała, że to jej marzenie i, że właśnie jej się spełni,
przytuliła się do mnie i do Sygiego, podziękowała z miliard razy i pobiegła do grupki z którą wcześniej stała.

Poczułam się tak dobrze, nie wiedziałam za bardzo co powiedzieć.
Nie da rady opisać tego uczucia. To było bardzo wzruszające. 
Powiedziałam tylko żartobliwie: 
"Sygi, jestem takim dobrym człowiekiem." haha :)
Pod hotelem złapało mnie jeszcze kilka osób, poprosiło o zdjęcie. Obcykaliśmy się, pogadałam chwilę z niektórymi. I wyruszyliśmy z Sygim w stronę Atlas Areny. 
Autobusem "podróż" trwała jakieś 20 minut. Nie za bardzo ogarnialiśmy co się dzieje, po co jesteśmy w Łodzi i gdzie właśnie jedziemy. Taaaa jasne, na koncert Justina. Justina Biebera. W Łodzi. W Polsce. Chyba żart.

Dojechaliśmy. Mróz jak nie wiem, zima w pełni. Dobrze, że chociaż śnieg nie padał i słońce czasem poświeciło. Pod areną nikt nic nie wiedział, kto, gdzie, jakie wejście. Chodziliśmy wokół areny jak jakieś osiołki i szukaliśmy jakiejkolwiek informacji. A tu nic. Przy głównym wejściu stało już sporo osób, przy wejściu 21 (którym rzekomo miały wejść osoby z biletem Golden Circle) też kilkanaście osób "grzało miejscówkę". Co kilkanaście metrów podchodziły do nas ludzie z prośbą o zdjęcia. Było to dla mnie dziwne, bo mimo, że już wcześniej się zdarzyło to sam fakt, że ktoś wie kim jestem był... Po prostu dziwny haha:)
Krótkie rozmowy, przytulaski. Fajna sprawa. 
W końcu postanowiliśmy stanąć pod wejściem nr 21. Myślałam, że jestem jednym wielkim soplem lodu. Twarz mi chyba skamieniała, a nóg to już nie czułam. Jednak ja nie mogłam za bardzo osiedlić się "na stałe", bo miałam jeszcze 3 bilety, które miałam dać dziewczynom pod areną. Co jakiś czas pisały, że już pod areną są, a szukanie się zajmowało trochę czasu. I znów z innymi pogadaneczki, foteczki. Zaczynało się czuć tą fajną twitterową atmosferę, gdzie niby wszyscy obcy, a jednak jak rodzina. 
Oczywiście każde społeczeństwo ma swoich szkodników i swoje zarazy, więc i tu nie odbyło się bez przezabawnych hejterów proszących o fotę. Inni za to udawali miłych, więc Saszan grzeczny obywatel prowadził konwersację, przedstawił się. Nie wiedziałam przecież za bardzo kim są Ci ludzie. A tu potem się okazuje, że "TO DLA BEKI". Dziwne "beki" ludzie mają, ale "co kraj to obyczaj" haha ;)
Zapadł mi w pamięć jeden chłopak i jego siostra, albo może to była koleżanka.
Zaczepił mnie słowami "Pani Saszan, ja Panią znam z youtube'a i ja bardzo lubię jak Pani śpiewa."
Przyznajcie: brzmi ironicznie. Zapytałam się dość niemiłym tonem czy robi sobie ze mnie jaja, zaczęłam być nawet lekko niemiła, myślałam, że to kolejny hejterek robi sobie ze mnie żarty. 
I się pomyliłam haha, do tej pory mi głupio, ale także do tej pory nie rozumiem czemu mówił do mnie na "Pani". Wyglądał na osobę w moim wieku, skąd mu to przyszło do głowy? :)

W końcu przenieśliśmy się pod wejście nr 3. Było tam o wiele mniej ludzi. Z czasem zaczęło się ich robić więcej i więcej. Starałam się z tłumu nie wychodzić, ale bilety trzeba było dać i kilka osób wołało mnie "z zewnątrz" haha :) Za każdym razem gdy wychodziłam podbiegało do mnie kilka osób wykrzykując na całą Łódź SASZAN !!! Usłyszałam tyle miłych słów. Robiło mi się głupio za każdym razem. Nie mam pojęcia skąd tyle osób wie kim jestem. A nawet jeśli wie, to nie widzę w sobie jakiegoś WOW. Chyba mnie coś ominęło hahahaha :)

I tak mijał dzień, tłum zaczął się robić coraz większy, ludzie zaczęli napierać na drzwi wejściowe jak dzikusy, zaczęło robić się nieprzyjemnie. Ja nie wiem czy te osoby z tyłu myślały, że przepchną się na przód kolejki, czy chciały wyważyć drzwi? DZICZ. 
Ochrona wpuściła nas ( z trudem, bo tłum pchał się jak szalony ) ok. godz. 18:00, mimo, że powinno odbyć się to pół godziny wcześniej. Sygi wbił do Areny jako jeden z pierwszych, ja kilkanaście osób za nim, wbiegłam jak szalona, szybko kurtka do szatni i sprintem na arenę. 
Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu - sektor Golden Circle był przy samiutkiej scenie, bo DIAMOND, który był przed nim był bardzo małym sektorem. Szczerze myśleliśmy, że będziemy w połowie areny. A tu taka miła niespodzianka. 
Byliśmy pod samymi goldenowskimi barierkami. Dostawaliśmy już głupoty, oczekiwaliśmy na występ Honki. Znów miałam w głowie "Aha Saszan, tak jasne,  na tej scenie zaraz będzie Justin? No chyba nie, coś Ci się pomyliło." 
I WREEEEEEEESZCIE. Zaczęło się. Intro występu Honki sprawiło, że mieliśmy ciarki, cały jej występ był genialny. Dała z siebie wszystko, byłam mega dumna. W końcu byłam jedną z nielicznych osób, które walecznie i ostro ją broniły po tej całej lawinie nienawiści po ogłoszeniu, że będzie supportem Justina.
Pokazała, że jest gwiazdą, że potrafi śpiewać, że daje świetne show. I do tego JAK WYGLĄDA.

Nadeszła kolej na Justina. CO?? JAK TO ??? JAK TO NA JUSTINA ?????????
Nagle odgłos ogromnego wybuchu i na telebimie ukazało się odliczanie 10 minut do rozpoczęcia koncertu.
W brzuchu poczułam narastającą adrenalinę. 
Coraz mniej,
coraz mniej.
Z minuty na minutę czułam, że przestaję ogarniać swoje myśli.
Zaczęłam wydobywać z siebie głośne dźwięki, jakiś stłumiony pisk. Podskakiwanie w miejscu.
Minuta. Światła zgasły.


Moje emocje eksplodowały, zaczęłam krzyczeć, piszczeć. Łapać się za twarz i w końcu porządnie płakać.
Mimo, że byłam wcześniej na dwóch koncertach Rihanny i jednym Biebsa - nigdy nie płakałam. 
Gdy Justin zaczął pojawiać się z daleka tak mną telepało, zalałam się łzami, zaczęłam krzyczeć, a nawet ryczeć w płaczu jakieś dziwnie zdania w stylu "NIE, NIEMOŻLIWE, JUSTIN" 
Zaczął się zbliżać. Skrzydła, cały on robiły takie ogromne wrażenie...
Jakby naprawdę Anioł zstąpił na ziemię. Był tak blisko, był tak idealny, że przeszło to moje wszystkie oczekiwania. Był jak sztuczny, nieprawdziwy, figura. To było niemożliwe, żeby człowiek był tak perfekcyjny.
W środku czułam ogromną euforię. Zapomniałam o całym świecie. Co to są problemy, co to jest smutek, kim jestem, szara codzienność. Wszystko było nieważne. Wszystko. Byłam w innym świecie.
Doniosła muzyka, która rozlegała się podczas "wejścia" Justina... Wszystko razem dawało uczucie nie z tej ziemi. 
Nie obchodziło mnie to, że z duchoty zaraz umrę, a barierka i ja tworzyłyśmy jedną całość. 
Co to ból? Co to zmęczenie?
Wszystkie scenografie, choreografie robiły wrażenie. Wszystko dopracowane do najmniejszego szczegółu. 
Tancerze byli świetni, uśmiechy na ich twarzach dawały na pewno wszystkim jeszcze większą radość oglądania. Solówki Justina na gitarze, na perkusji. Materiały video, które były puszczane między piosenkami opowiadały o jego drodze do sukcesu i drodze na której jest teraz. Ukazane urywki pytań od dziennikarzy, otoczenia: Co chcesz osiągnąć? Czy trudne jest bycie gwiazdą? Jak dajesz radę? 
Zapadły mi w pamięć słowa Justina pod koniec materiału:
"I just wanna be ME" 
czyli "Po prostu chcę być SOBĄ"
Przemówienie przed NEVER SAY NEVER to istna magia. Padło tyle inspirujących zdań. 
"Nigdy nie pomyślałem, że będę stać tu na scenie tutaj w Polsce"
Gdy krzyknął NEVER SAY NEVEEEEEEEEEEEEEEEEEEER
znów miałam ciary.

Nie pamiętam w trakcie której piosenki, ale Sygi tak jak wiele innych osób postanowiło przeskoczyć Golden Circle i wbić na Diamond na którym było mnóstwo wolnego miejsca. Generalnie - udało się. Ale pan ochroniarz akurat Sygiego postanowił z koncertu wyprowadzić. Spanikowałam, JAK TO? I CO? I  SYGI JUŻ NIE WRÓCI? Aż wstyd, że zwątpiłam w jego możliwości. Nie minęły może 2 piosenki, a Sygi wrócił jakby nigdy nic pod same barierki. Nie wiem jak udało mu się przepchać przez cała arenę. Widocznie nie ma rzeczy niemożliwych haha ;)

Nadszedł czas na nas. Gdy tylko piosenka Believe się rozpoczęła wszyscy podnieśli serca w górę. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu cała arena pokryła się serduszkami. To było niesamowite. Klimat tej piosenki, tekst, cała scenografia i jeszcze nasze serca. Wszystko sprawiło, że znów ze wzruszenia zaczęłam płakać. I szczerze mówiąc pisząc o tym znów mam łzy w oczach. To było piękne. W sumie nie wiem czy istnieją słowa na opisanie tej atmosfery. W sercu czułam taką moc, jakbym mogła wszystko. 
Wszystko wtedy wydawało się łatwiejsze. Cała we łzach pomyślałam sobie:
Czegokolwiek w życiu nie będę robić, nie poddam się, Justin. 

Gdy nadszedł koniec koncertu po raz trzeci zalałam się łzami. Dlaczego już koniec?
Justin, będziemy tęsknić, nie odchodź jeszcze, tyle czekaliśmy, kiedy to minęło?
I bum. Zniknął. 
Nie wiem ile czasu minęło zanim postanowiłam iść w stronę wyjścia. Ja po prostu przyległam do barierki i nie chciałam nigdzie iść. Światła się zapaliły, rozświetliły już całą arenę.
Zaczęłam się wycierać na twarzy. Nie wiem po co. Po sekundzie i tak znowu zaczęłam płakać Sygiemu w rękaw. Po chwili podeszło do mnie kilka dziewczyn. Nie pamiętam komu, ale wtuliłam się w jedną z dziewczyn i zaczęłam szlochać. Czy to ważne czy znałam czy nie.

Byłam taka dumna. 
Wiedziałam, że jest wśród publiczności wiele osób, które za Justinem nie przepadają. I wiedziałam, że cokolwiek po koncercie nie powiedzą to w środku na pewno Justin wzbudził podziw. 
Musiało tak być.

Także po koncercie kilkadziesiąt osób podeszło do mnie zrobić sobie zdjęcie i takie tam.
Wyszliśmy z Sygim z areny jako jedni z ostatnich. W sumie nie chcieliśmy nigdzie wracać. 
Mimo, że byliśmy tak zmęczeni, tak chciało nam się pić. 
To nie było ważne.

Żadnego koncertu tak nie przeżyłam. Nigdy wcześniej żaden nie wzbudził we mnie aż tak ogromnych, nawet można powiedzieć skrajnych emocji.

Pisząc to wszystko znowu zaczęły trząść mi się ręce.
Oczywiście nie opisałam wszystkiego, o tym spokojnie można by napisać książkę.
Kilkutomową.